poniedziałek, 20 lutego 2017

Nie trać oka, aby stać się piratem

                O tym, że gry traktuję jak takie małe dzieła sztuki(a nawet nie takie znowu małe), to już wiecie. Ze sztuką jest ten problem, że chce się, żeby dotarła do jak największej grupy osób, ale też dobrze by było jakoś zarobić. Niestety, te dwie rzeczy mocno się ze sobą gryzą. Teraz duży nacisk jest też na to, żeby było szybko. Bo od premiery poprzedniej części nie może minąć zbyt wiele czasu, bo ludzie zapomną i inne takie marketingowe gadanie. A jak się chce dobrze i szybko, to nie da się tanio. A kto za to płaci? Gracze.
                Nie jest to jeszcze powód, dla którego gry powinno się „piracić”.  Ja wiem, że większość ludzi nie ma pojęcia, ile pracy trzeba włożyć w tworzenia gry. Zresztą, są to ludzie, którzy w ogóle nie wiedzą, ile się trzeba narobić, żeby cokolwiek zrobić. Ale jak już kiedyś pisałam, nad każdą, nawet malutką grą na telefon, pracuje sztab ludzi. Do artystów trzeba dołożyć ludzi, którzy zajmują się stroną techniczną, następnie ktoś tym wszystkim musi zarządzać, są ludzie, którzy pracują nad marketingiem. Zastanawiając się dalej, dojdziemy aż do kogoś, kto sprząta studio – w końcu to też jakiś wkład w to wszystko.
                Najłatwiej to porównać do malowania obrazów/tworzenia grafik/robienia rysunków. Jakoś ludzie ciągle myślą, że to takie hobby i artysta nie powinien wymagać zapłaty, bo w końcu robi to co lubi… A jak powszechnie wiadomo, nie można lubić swojej pracy, bo wtedy to nie jest prawdziwa praca (a już tym bardziej zarabiać na hobby, kto to widział). Już pomijając godziny spędzone nad zleceniem (tak, godziny, to nie trwa 5 minut), dodać należy jeszcze materiały. Za co kupić papier? Ołówki też się zużywają. No, ale to hobby, powinno się zapieprzać w innej robocie, a bazgrać sobie po godzinach, prawda? Ewentualnie żryj gruz drogi artysto. Już nie mówię o tych, którzy tworzą grafiki na komputerze, tych to nie ma co szanować, tylko klikają w programie i „samo się robi”.
                

                Zrozumcie, poświęcanie czasu i materiałów kosztuje. Studio musi zarabiać na sprzedaży, żeby zatrudniać ludzi do tworzenia kolejnych części/nowych tytułów. Może myślisz, co ich zbawi moje kilka złotych. Tylko, że tak myśli więcej osób. A to nie jest miłe. Nie wychodzisz z restauracji nie płacąc za obiad. Dlaczego nie możesz zapłacić producentowi za długie godziny zabawy?
                Sama kiedyś tak robiłam. A potem poszłam na studia i do pracy. Zrozumiałam wtedy, że to nie jest spoko, że to nie jest tak, że „nic się nie stało”. Tak samo płacę za kablówkę, żeby móc oglądać filmy, więc z tego samego powodu gry też mam wszystkie oryginalne. Jasne, chciałabym czasem jakąś grę, na którą sobie nie mogę pozwolić. Wtedy czekam na promocje, bo lepiej zagrać później, niż kogoś okradać.
                Ogólnie wiele rzeczy by się chciało za darmo. Muzykę, obrazy, filmy, książki. Nie obwiniam dzieciaków, bo takich trzeba uświadamiać, że tak nie wolno. Ale to, że uczył nas okradać producentów ojciec mojej koleżanki, to już dla mnie jest niewyobrażalne (całe osiedle miało „lewe” Simsy). Teraz wiem, że sama bym tak nie postąpiła i o to samo mogę jedynie poprosić was. Wszystko ma swoją cenę, jeśli nie stać mnie na kurtkę, to przecież jej nie ukradnę.
                Przyznam wam się, że pierwszą część Assasin’s Creed’a ściągnęłam z neta i przeszłam. Głównie dlatego, że nie był nigdzie dostępny. Dzisiaj zakupiłam oryginał. Możecie mówić, że jestem głupia, bo już to przeszłam, więc po co mi to. Ale ja sądzę, że należy się zapłata, chociaż trochę spóźniona (no i w promocji). Teraz mam czyste sumienie.



                Firmy walczą o swoje pieniądze, wprowadzając promocje, oddając za darmo dodatki, jeśli kupi się podstawową wersję, a nawet wprowadzając miesięczne subskrypcje, gdzie za niewielką opłatą, można przez trzydzieści dni zagrać w konkretne tytuły. Przykładem niech będzie firma Electronic Arts i jej EA Access, gdzie za niecałe 15 zł miesięcznie (lub 79 zł rocznie), macie dostęp do najlepszych tytułów, często nawet przedpremierowo. Co prawda oferta dotyczy Xbox One, ale warto sprawdzić, ile kosztują gry na tę platformę, żeby zrozumieć, że subskrypcja wychodzi taniutko. A to tylko jeden z przykładów. Jest tyle możliwości, że nie warto robić z siebie złodzieja. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz