Nie będę tutaj udawać, że znam się na filmach. Bo
to by było kłamstwo. Oglądam mało co, raczej wybieram te mniej ambitne filmy. Uwielbiam
Marvela. Dużym sentymentem obdarzam Gwiezdne Wojny i podobają mi się po prostu
wszystkie części. Ekranizacja Władcy
Pierścienia to dla mnie majstersztyk, a Hobbit mnie strasznie wkurza. Byłam na
kilku częściach Harrego Pottera w kinie, zresztą zajechałam tę serię do
niemożliwości. Rozumiecie, jakim jestem typem człowieka? To możemy dalej.
Nie
umiem pisać recenzji. Ale chętnie opowiem wam o tym, co czułam w czasie
oglądania i chwilę po. Bo to chyba nawet ciekawsze. Zanim zaczniecie czytać,
załączcie sobie do tego odpowiednią muzykę:
Co
czuję? Niedosyt. Mam wrażenie, że za dużo wątków zostało upchniętych w ten
film. Trwa on niby długo, co nie jest wadą, ale ten jakoś tak się momentami...
ciągnie. Za mało było tego, do czego przyzwyczaiły mnie gry. Czyli od razu
przechodzimy do Animusa. Ja wiem, że czas był ograniczony, ale zastanawiam się
co pan od scenariusza miał w głowie. Cały urok tej serii polega na tajemnicy,
którą trzeba rozwiązać. Jak w kryminale. Jest niepewność, trzeba poszukać drogi
dotarcia, trochę się poukrywać, coś podsłuchać, coś ukraść. Wszystko w przeszłości. A tutaj? Po prostu
bieganie i lanie się po twarzach. Nawet nie ma w tym filmie jakiegoś budowania
napięcia. Po prostu ktoś coś opowiada, zaraz mamy scenę z Animusa, tutaj znowu
jakaś rozmowa, jakiś dramatyczny monolog, wspomnienia, Animus, tam bohaterowie
coś knują, Animus itd. Strasznie to wszystko się nie łączy, jakoś bardzo
denerwuje, ta fragmentaryczność daje wrażenie, że ktoś wyrzucił połowę scen, bo
„wyszło za długie”. Ginie jeden z bohaterów i wiecie co? Nawet mi nie ma
smutno, bo był na ekranie jakieś dwie minuty. Wypowiada może jedno zdanie. Czemu
mam go żałować? Kiedy umiera, nawet nie do końca pamiętam, kim jest.
| Cal - główny bohater. Zagrany przez Michaela Fassbendera, znanego np. z roli Magneto w serii o X-menach. |
Ogólnie
widzę potencjał. Fajnie rozwiązano sprawę z firmą Abstergo, podoba mi się nowy
Animus, bohaterowie byli by spoko… Może. Musieli by być trochę bardziej
skomplikowani, bo obecnie można ich opisać za pomocą jednego, nie bardzo
złożonego, zdania. Ale tutaj właśnie wychodzi ten taki rozgardiasz, brak
pomysłu jak to mądrze rozwiązać. Przyznam, ciężko byłoby wytłumaczyć na czym
polega tamten świat w tak krótkim czasie. Skoro jednak zakończenie sugeruje, że
są plany na drugą część, to w czym problem? Można to było trochę rozłożyć, dodać
trochę tajemnicy, pokazać bohatera, który na coś się godzi, ale nie bardzo wie
na co. Podążającego „za krwią” i za instynktem. Natomiast przemiana „psychologiczna”,
którą pokazał film, jest tak płytka, że się zaczęłam się śmiać w pewnym
momencie. Nie mogłam po prostu uwierzyć w to co widzę.
Nie narzekam
na samych aktorów, nie znam się na tym za bardzo, ale głównego bohatera
odegrano moim zdaniem bardzo dobrze. Muzyka to osobny temat, miejscami mnie
denerwowała, kiedy nieudolnie naśladowała dźwięki z gry. Ale to pewnie przez
mój cholerny sentyment, więc może zostawmy ten temat. Zdjęcia bardzo ładne, no
nie mogę nic zarzucić, patrzeć na to można godzinami.
Nie mogę
powiedzieć, że film w ogóle mi się nie podobał. Bo to nie prawda. Były momenty,
że zaczynałam się nawet wczuwać, kiedy myślałam sobie: no to jest właśnie to!
Ale to tylko chwile. Jestem pewna, że się zawiodłam, chociaż to pewnie moja
wina, bo czekałam na ten film tak długo, byłam bardzo podekscytowana i dostałam
w twarz. Bałam się tego, że coś tak przekształcą, że wszystko straci SENS. A tu
bardziej poszło o to, że nikt dobrze tego SENSU nie oddał, wszystko jest zbyt
proste (żeby nie powiedzieć, ze prostackie) i zabrakło mi tego, co dawała mi
gra. Ta fabuła niczym nie zaskakuje, czego nie można powiedzieć o gameplay’u. Dwa
różne światy (trzecim są książki, ale nie czytałam, wiec nie mam swojego zdania
na ich temat). Nie powiem też, że mi smutno, bo to nie do końca tak. Staram się
zrozumieć. Podobnie jest z ekranizacjami książek, każdy powinien rozumieć o co
chodzi, nawet jeśli nie czytał pierwowzoru. A tutaj mam wrażenie, że zadbano o
to aż za bardzo, doprowadzając to do przesady. W grach wszystko jest bardziej
złożone. A tutaj, tak się dzieje po prostu, bo tak i przyzwyczaj się do tego widzu,
bo cały film jest taki i tyle.
Jeśli powstanie kolejna część (a na to się zapowiada) i będzie wyglądała tam samo jak pierwsza, to dopiero będzie mi smutno. Niech powróci w tym wszystkim to
co najważniejsze – tajemnice, spiski, skradnie się po cichu, a dopiero na końcu
bieganie po dachach i zabijanie. Nie w odwrotnej kolejności.
Wszystkie zdjęcia użyte w tym artykule są fragmentami filmu i należą do firmy: Twentieth Century Fox Film Corporation.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz