Lubię grać. Nie każdy to rozumie. Dla niektórych to dziwny, a nawet „gorszy” sposób spędzania wolnego czasu. Czekam na dzień, w którym w dobrym guście będzie znajomość pewnego kanonu gier. Tak jak teraz jest np. z literaturą czy filmem. Żeby każdy przynajmniej wiedział mniej więcej o co chodzi w takiej a takiej grze. I chociaż to spojrzenie w przyszłość (możliwe, że bardzo daleką), to wierzę, że to się wydarzy.
Ale zostawmy teraz gdybania, bo nie o tym dzisiaj. Postanowiłam zastanowić się, dlaczego w ogóle warto zaczynać. Co w tym wszystkim jest takiego, że przyciąga. Nie tylko mnie, ale rzesze innych ludzi. Nie tylko młodych ludzi.
Nie przeciągając, przejdę do rzeczy.
Sześć powodów, dla których (według mnie) warto spędzać czas przy grach komputerowych:
Relaks
Ludzie są różni. Tak samo jak gry. Gatunków jest masa, przebierać można bez końca. Zaczynając od tych online lub offline, płatnych lub darmowych, multiplayer lub singleplayer do różnicy w gatunkach, sposobie rozgrywki... Kryminały? Proszę bardzo. Horrory? Też się znajdą. Strzelanki, symulatory, przygodówki, gry zręcznościowe... Dla fanów sportów, dla fanów wciągającej fabuły, dla fanów bezmyślnej rąbanki. I przy każdej można się zrelaksować. Odpocząć od natłoku codziennych obowiązków. Stworzyć w Simsach swojego szefa i utopić go w basenie... Bo czemu nie? Możecie hodować marchew albo zbijać cukierki na Facebooku. O ile wpływa to dobrze na twoje samopoczucie – to świetnie. Możliwości jest mnóstwo, zależnie od upodobań, charakteru, nastroju...
Współzawodnictwo
W życiu trzeba walczyć o wszystko – o miejsce w autobusie, o kolejkę w Biedronce, o podwyżkę, o zaliczenie przedmiotu... Mniejszym lub większym wysiłkiem. Nie każdy lubi współzawodnictwo – dla tych lepiej nadają się gry w trybie singleplayer. Ale jeśli lubimy wygrywać, uwielbiamy te skoki adrenaliny, to gry komputerowe łatwo mogą nam tego dostarczyć. O tym, że emocje na zawodach e-sportowych są podobne do tych na np. turniejach piłkarskich już pisałam. Wszystko, co prawda, odbywa się przed ekranem, ale kto powiedział, że sportowe współzawodnictwo (to zdrowe) musi odbywać się twarzą w twarz. Czy brak kontaktu fizycznego, czy to, że nie widzimy przeciwnika jako żywej osoby, musi być wadą? Niektórym na pewno łatwiej będzie opanować emocje. To już plus. Przelejmy krew wirtualną. Za to nie ma problemów prawnych.
Nowe znajomości
Prawie każda gra posiada swoje strony fanowskie. Jeśli tylko chcemy do takiej dołączyć i mamy dobre zamiary – przyjmą nas z otwartymi ramionami. Pierwszy temat już jest, w końcu gramy w ten sam tytuł. Później rozmowy jakoś się toczą. Możliwe, że wspólnego ma się z tymi ludźmi więcej. W takich środowiskach najwięcej warta jest nasza osobowość. Jest to jakieś rozwiązanie dla osób nieśmiałych. Spróbować. Pogadać. Nie mówię, że będą to znajomości na całe życie, przyjaciele do grobowej deski. Taką znajomość łatwiej zerwać. Co ma swoje plusy i minusy. Na dużą korzyść przemawia to, że jeśli dana osoba bardzo nam nie pasuje, nie odpowiada nam jej sposób bycia, wystarczy ją zablokować. Jednak ostrożna byłabym też z przechodzeniem takich znajomości na grunt prywatny. Zawsze trzeba uważać, o tym chyba nikogo uświadamiać nie muszę. Ale o ile gramy tylko razem i nie podajemy o sobie zbyt dokładnych informacji – czemu nie. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że gra w takim towarzystwie internetowym jest o wiele przyjemniejsza. Sprzyja to komunikacji, łatwiej wygrywać, a to wszystko sprowadza się do punktu wyżej i poniekąd do tego niżej.
Praca w grupie
Jesteś najmądrzejszy na świecie i wszystko robisz najlepiej? Nikogo nie słuchasz, bo i tak sam sobie poradzisz i nikogo nie potrzebujesz? No cóż, są gry, w które nie zagrasz, bo na zwycięstwo pracuje się w nich grupowo i sam nic nie zdziałasz. A to głównie od ciebie i atmosfery jaką wprowadzasz zależy, czy wygracie. Czasem nawet najlepsze umiejętności przegrywają z nerwową atmosferą, błędy popełniane są ze złości, przegrana w takich warunkach to tylko kwestia czasu. Znam gry, które dość skutecznie leczą z kompleksu wyższości. A jeśli po prostu lubimy pracować grupowo, wolimy, kiedy ktoś przewodzi, a my tylko wykonujemy swoje zdania – będziemy czuć się świetnie. Ćwiczenie swoich własnych umiejętności to jedno, ale nauka gry zespołowej, pomagania sobie, trzymania się swojej pozycji/roli to drugie. W drużynie każdy ma swoje zadanie i jeśli wykona je dobrze, odczuje dużą satysfakcję. Gwarantuję.
Emocje
Nie tylko adrenalina. Nie tylko satysfakcja. Nie tylko relaks. Odprężenie. Są gry wywołujące uśmiech na twarzy. Albo takie, które wyciskają łzy. Takie po których w nocy strach iść do łazienki . Porównałabym to do czytania książek lub oglądania filmów. Z jedną różnicą – my kierujemy grą. Tempo rozgrywki, ruchy postaci, często wiele alternatywnych wyborów – w dużej mierze to od nas zależy jak „przeżyjemy” dany tytuł. Szczególnie, że wiele gier proponuje kilka lub kilkanaście sposobów rozegrania historii. I nie wszystkie sprowadzają się do zabijania potworków czy strzelania do przeciwników. Fabuła w nich jest równie ważna, a może nawet najważniejsza. Wszystko można przeżywać na równi z głównym bohaterem. W sumie, to MY nim jesteśmy, a jednocześnie pozostajemy jakby na zewnątrz, mamy pewien dystans. Ten paradoks pozwala na godziny wciągającej przygody. A komu chociaż raz nie zrobiło się smutno pod koniec gry, niech pierwszy rzuci myszką.
Radość dla oka i ucha
Są tytuły, na które miło się patrzy. Są po prostu świetnie zrobione, a grafika przyprawia o ciarki na plecach. Dopracowane detale, rozbudowany świat, przyjemne dla oka filmiki, których nie chce się przewijać, a z miłą chęcią się je ogląda. Jeśli dodamy do tego odpowiednio dobraną muzykę, dobry dubbing i zbalansowane dźwięki z tła – nic tylko grać. Przyglądać się budynkom, krążyć w ciekawych miejscach, przyglądać się odbiciom w wodzie... I cieszyć się tą ucztą.
Powodów może być więcej. Dla mnie najważniejszych jest tych sześć. Wszystkie one sprawiają, że spędzam godziny przed ekranem. Lubię współzawodnictwo. Ale czasem wolę się rozmarzyć i „pobiegać” po jakimś dobrze stworzonym świecie. Czasem lepiej mi się główkuje w jakimś symulatorze. A czasem po prostu mam ochotę pozbijać cukierki na facebooku. I nie ważne, co wybieram w tym momencie – zawsze wiem, że warto. A czas nie jest stracony. Każdy znajdzie coś dla siebie. Różnorodność wręcz przeraża. Jeśli nie chcecie nic pobierać, instalować, wiele jest gier w przeglądarkach. Rzeczy na chwilowe zajęcie i gry wymagające godzin trenowania. Takie do przejścia raz i takie do których powraca się często.
Może i ty poszukaj, a znajdziesz coś ciekawego?
Gry to przygoda. Może siedzisz w domu na tyłku, ale to nadal przygoda. Spróbuj, a się nie zawiedziesz.