środa, 29 marca 2017

Odczucia po filmie Assassin’s Creed

                Nie będę tutaj udawać, że znam się na filmach. Bo to by było kłamstwo. Oglądam mało co, raczej wybieram te mniej ambitne filmy. Uwielbiam Marvela. Dużym sentymentem obdarzam Gwiezdne Wojny i podobają mi się po prostu wszystkie części. Ekranizacja Władcy Pierścienia to dla mnie majstersztyk, a Hobbit mnie strasznie wkurza. Byłam na kilku częściach Harrego Pottera w kinie, zresztą zajechałam tę serię do niemożliwości. Rozumiecie, jakim jestem typem człowieka? To możemy dalej.
                Nie umiem pisać recenzji. Ale chętnie opowiem wam o tym, co czułam w czasie oglądania i chwilę po. Bo to chyba nawet ciekawsze. Zanim zaczniecie czytać, załączcie sobie do tego odpowiednią muzykę:

                Co czuję? Niedosyt. Mam wrażenie, że za dużo wątków zostało upchniętych w ten film. Trwa on niby długo, co nie jest wadą, ale ten jakoś tak się momentami... ciągnie. Za mało było tego, do czego przyzwyczaiły mnie gry. Czyli od razu przechodzimy do Animusa. Ja wiem, że czas był ograniczony, ale zastanawiam się co pan od scenariusza miał w głowie. Cały urok tej serii polega na tajemnicy, którą trzeba rozwiązać. Jak w kryminale. Jest niepewność, trzeba poszukać drogi dotarcia, trochę się poukrywać, coś podsłuchać, coś ukraść.  Wszystko w przeszłości. A tutaj? Po prostu bieganie i lanie się po twarzach. Nawet nie ma w tym filmie jakiegoś budowania napięcia. Po prostu ktoś coś opowiada, zaraz mamy scenę z Animusa, tutaj znowu jakaś rozmowa, jakiś dramatyczny monolog, wspomnienia, Animus, tam bohaterowie coś knują, Animus itd. Strasznie to wszystko się nie łączy, jakoś bardzo denerwuje, ta fragmentaryczność daje wrażenie, że ktoś wyrzucił połowę scen, bo „wyszło za długie”. Ginie jeden z bohaterów i wiecie co? Nawet mi nie ma smutno, bo był na ekranie jakieś dwie minuty. Wypowiada może jedno zdanie. Czemu mam go żałować? Kiedy umiera, nawet nie do końca pamiętam, kim jest.

Cal - główny bohater. Zagrany przez Michaela Fassbendera, znanego np. z roli Magneto w serii o X-menach.  
                Ogólnie widzę potencjał. Fajnie rozwiązano sprawę z firmą Abstergo, podoba mi się nowy Animus, bohaterowie byli by spoko… Może. Musieli by być trochę bardziej skomplikowani, bo obecnie można ich opisać za pomocą jednego, nie bardzo złożonego, zdania. Ale tutaj właśnie wychodzi ten taki rozgardiasz, brak pomysłu jak to mądrze rozwiązać. Przyznam, ciężko byłoby wytłumaczyć na czym polega tamten świat w tak krótkim czasie. Skoro jednak zakończenie sugeruje, że są plany na drugą część, to w czym problem? Można to było trochę rozłożyć, dodać trochę tajemnicy, pokazać bohatera, który na coś się godzi, ale nie bardzo wie na co. Podążającego „za krwią” i za instynktem. Natomiast przemiana „psychologiczna”, którą pokazał film, jest tak płytka, że się zaczęłam się śmiać w pewnym momencie. Nie mogłam po prostu uwierzyć w to co widzę.
Nie narzekam na samych aktorów, nie znam się na tym za bardzo, ale głównego bohatera odegrano moim zdaniem bardzo dobrze. Muzyka to osobny temat, miejscami mnie denerwowała, kiedy nieudolnie naśladowała dźwięki z gry. Ale to pewnie przez mój cholerny sentyment, więc może zostawmy ten temat. Zdjęcia bardzo ładne, no nie mogę nic zarzucić, patrzeć na to można godzinami.


Nie mogę powiedzieć, że film w ogóle mi się nie podobał. Bo to nie prawda. Były momenty, że zaczynałam się nawet wczuwać, kiedy myślałam sobie: no to jest właśnie to! Ale to tylko chwile. Jestem pewna, że się zawiodłam, chociaż to pewnie moja wina, bo czekałam na ten film tak długo, byłam bardzo podekscytowana i dostałam w twarz. Bałam się tego, że coś tak przekształcą, że wszystko straci SENS. A tu bardziej poszło o to, że nikt dobrze tego SENSU nie oddał, wszystko jest zbyt proste (żeby nie powiedzieć, ze prostackie) i zabrakło mi tego, co dawała mi gra. Ta fabuła niczym nie zaskakuje, czego nie można powiedzieć o gameplay’u. Dwa różne światy (trzecim są książki, ale nie czytałam, wiec nie mam swojego zdania na ich temat). Nie powiem też, że mi smutno, bo to nie do końca tak. Staram się zrozumieć. Podobnie jest z ekranizacjami książek, każdy powinien rozumieć o co chodzi, nawet jeśli nie czytał pierwowzoru. A tutaj mam wrażenie, że zadbano o to aż za bardzo, doprowadzając to do przesady. W grach wszystko jest bardziej złożone. A tutaj, tak się dzieje po prostu, bo tak i przyzwyczaj się do tego widzu, bo cały film jest taki i tyle.


                 Jeśli powstanie kolejna część (a na to się zapowiada) i będzie wyglądała tam samo jak pierwsza, to dopiero będzie mi smutno. Niech powróci w tym wszystkim to co najważniejsze – tajemnice, spiski, skradnie się po cichu, a dopiero na końcu bieganie po dachach i zabijanie. Nie w odwrotnej kolejności. 

Wszystkie zdjęcia użyte w tym artykule są fragmentami filmu i należą do firmy: Twentieth Century Fox Film Corporation.