Pojawiło się już kiedyś to
pytanie w moich tekstach, ale nie udzieliłam w sumie na nie wyczerpującej
odpowiedzi. Tak, to jeden z tych tematów, powodujących u mnie nagły atak
złości. Obiecałam napisać coś na ten temat, więc teraz zapraszam do lektury.
Kupujesz nową grę co miesiąc?
Masz mocnego kompa, na którego
odkładałeś dłuższy czas? A może, co gorsze, będziesz go spłacał w kredycie
przez następne trzy lata?
W internecie dużo czytasz o
nowych technologiach, bo to cię po prostu interesuje?
Pewnie nie raz słyszałeś, że
tracisz czas (no i pieniądze!) na głupoty.
A może jesteś po drugiej stronie,
nie rozumiesz fenomenu gier, uważasz to za marnotrawienie czasu i szkodliwe
hobby?
Jeśli jesteś w pierwszej grupie,
to pewnie podzielisz moje żale. A jeśli z tej drugiej, to mam nadzieję, że
trochę zrozumiesz z czym się to je i po co nam to.
Życie
jest ciężkie. Są rzeczy, które „trzeba”, bo bez nich nie można funkcjonować. Chodzimy
do pracy, na studia, do szkoły. Jemy.
Śpimy. Spędzamy czas z przyjaciółmi, rodziną. A ci mniej nudni, mają swoje
hobby. Bo człowiek bez zainteresowań jest nieciekawy, ale przede wszystkim, to ktoś
smutny, który nie ma co robić ze swoim życiem. Znacie takich na pewno. To ktoś taki, kto
nawet nie ma czego opowiedzieć po weekendzie. Bo nic nie robił. Posprzątał,
wypił piwo i obudził się w poniedziałek z poczuciem, że znowu trzeba do roboty.
Tylko, że jemu jest w sumie wszystko jedno. Nie bądźcie takimi ludźmi, miejcie
hobby. Ale dajcie żyć tym, który mają inne zainteresowania od was.
Jeszcze
zanim przejdziemy dalej, to powiem wam co rozumiem przez hobby. To coś, na co
człowiek się decyduje w swoim czasie wolnym. Wolnym od pracy, obowiązków
domowych i rodzinnych. Bo nie ukrywajmy, nic nie może być ważniejsze od tych
trzech rzeczy. Jeśli ktoś przedkłada cokolwiek ponad je, to jest chory i
uzależniony. Koniec kropka.
Gry
to hobby, to sposób spędzania wolnego czasu, to rozrywka, to metoda na
odstresowanie lub, w drugą stronę, na zestresowanie się w ciągu 10 minut. Gry
to międzynarodowe turnieje, wyczekiwanie na premiery, przecieki do gazet,
ogromne fanowskie zaplecze, pełne grafik i filmików na youtube. Zupełnie jak
sport, filmy czy książki. A jednak ciągle gdzieś tam są "gorsze".
Gry
zajmują czas. A co go nie zajmuje? Czym się różni przyklejenie do telewizora na
dwie godziny, od zagrania dwóch misji w Call of Duty? Gdybyśmy mieli żyć według
takiego toku myślenia, musielibyśmy ciągle pracować albo spać. Bo wszystko inne
to marnowanie cennego czasu. Czasu który co? Mam go przeliczać na złotówki, czy
jak? Zastanawiać się, ile mogłam przez te dwie godziny zarobić? Paranoja!
A
czas dla partnera? Myślę, że żona nie weźmie rozwodu, jeśli jej mąż wieczorem
spędzi dwie godziny przy komputerze. Ona za ten czas może zrobić cokolwiek
innego, poczytać, pomalować paznokcie, obejrzeć serial. Zagrać z nim! Bo co,
nie wolno jej? Na tym polegają związki, że nie jest się do siebie przyklejonym
non stop, a jeśli myślicie inaczej, to macie źle w głowach. Trzeba szanować
drugą stronę, dawać swobodę, możliwość rozwijania swoich pasji i tylko
upominać, jeśli przesadzają (nie mylić z wypominaniem przy kłótniach).
Czas
dla dzieci? A to już zależy od wieku takiego dziecka, ale te małe zazwyczaj
kładą się spać wcześniej od dorosłych. Co przeszkadza mamie pograć w farmę na
facebooku, jeśli jej dzieciaki grzecznie już śpią? Krzywdę im tym zrobi czy co?
A nastolatkowe to już w ogóle inna bajka, nawet się będą cieszyć, że rodzice
nie suszą im głów cały dzień, tylko zajmują się czymś dla siebie. Nie róbcie z
wychowania dzieci sposobu na życie, w którym poświęcacie swoim potomkom 100%
swojego czasu. Znajdźcie go też dla siebie, na małe przyjemności. Albo może to
ja nie powinnam mieć dzieci, bo byłabym okropną matką...
Tracicie
zdrowie na fotelach, przed monitorami! A miliony innych osób tracą je na
kanapach przed telewizorami i co? No tak, ale filmy ogląda każdy, więc to jest
normalne, ale gry już nie są. Siedzicie godzinami w internecie, przewijacie
kolejne kilometry facebooka, stron ze śmiesznymi kotami, ale to gry to strata
czasu i zdrowia? Jakoś bardziej mi szkodzi ten ekran od tego tabletowego? Czy
co? Bo nie rozumiem? Jasne, nic w nadmiarze nie jest zdrowe, ale da się być „komputerowcem”
bez nadwagi i tłustych włosów. Trzeba tylko myśleć, bo to nie boli.
A nie szkoda wam pieniędzy? No tak, bo akurat ktoś poza mną będzie mi mówił jak mam wydawać MOJE pieniądze. Dla jednego ważny jest duży telewizor, którego będą mu zazdrościć wszyscy z rodziny, ktoś woli wydawać na nowe buty, inny odkłada na auto, a ja lubię sobie sprawić nowe gry. Jak nie wystarczy mi do następnej wypłaty, albo braknie mi kieszonkowego na obiady, to będzie to tylko i wyłącznie moja wina i to ja będę sobie musiała z tym radzić. Uwielbiam ludzi liczących innym ile i na co wydali, już nie tylko przy grach, ale w ogóle. No i jeszcze nieśmiertelne Ciekawe ile on zarabia, że go na to wszystko stać... No nie chcę być wulgarna, więc tylko powiem: nic wam do tego.
Bo
nie macie ruchu. No nie mamy. Szczególne ci, co zapieprzają fizycznie po 8
godzin dziennie i siadają na dupie przed kompem, żeby odpocząć. Jasne, tych
jest tylko procent. Większość z biura przesiada się na biurko w domu. Ale jeśli
robią to wieczorem, po wypełnieniu wszystkich innych obowiązków, to co? Nie
wolno im, bo i tak siedzą w pracy? A to takie niezdrowe! Zastanawia mnie to, że
zazwyczaj takie hasło zostaje rzucone od osoby, która ostatnio ćwiczyła w
liceum. 20 lat temu. Ewentualnie przepłynęła 10 metrów jeziora i dostała takiej
zadyszki, jakby zaraz miała zejść na zawał.
Powiem
teraz szczerze, bo to mój blog i mi wolno. Ja akurat ćwiczę. Na macie w domu,
bo na macie w domu, ale jednak. Kiedy pogoda pozwalała, jeździłam na rowerze.
Lubię pływać, więc i na basenie bywam. Ale tak na serio, to wystarczy chodzić
na spacery. Nie trzeba się nawet bardzo pocić, żeby jakoś trzymać się zdrowo. Wysiąść
przystanek wcześniej. Iść na nogach do sklepu, zamiast jechać autem. Przy komputerze
jeść owoce i zapijać wodą, sokiem albo herbatą. Ale nie jestem Chodakowską,
żeby was tutaj uświadamiać. A przynajmniej nie w tym tekście ;)
Wiecie,
co mnie najbardziej wkurza? To oburzenie, to plucie jadem Bo ty to tylko głowę
w ten komputer wsadzisz i nic cie nie interesuje. Oczywiście tutaj przodują ci
starsi, bo wiadomości nie oglądasz, bo filmów nie znasz, bo nie czytasz, więc
jesteś gorszy. Bo dla takich gry nie mają wartości, wypowiadają się o nich,
chociaż ich nie znają. Internet ma taką samą negatywną wartość dla niektórych,
że na youtube nie ma tak na prawdę nic ciekawego, na portalach nie ma czego
czytać, bo to same pierdoły, a w ogóle po co to komu. Nie sprawdzą nawet, nie
postarają się zrozumieć, tylko oceniają z góry.
Nie
chcę mówić, że gry to „lepsze” hobby. Nie ma lepsze czy gorsze. To po prostu
jedna z możliwości, jeśli mogę i chcę to robić, to nikt nie powinien się ze
mnie nabijać. A ja nie powinnam z kogoś, kto czyta, kto chodzi na zajęcia z
baletu, czy gra w piłkę. Lubisz? To robisz, a innym nic do tego, tak długo jak
nie szkodzisz nikomu. I tego się trzymajmy. A kiedy gry zaczynają przechodzić w
uzależnienie? O tym innym razem.

Osobiście nie spotkałam się jeszcze z sytuacją, aby ktoś uważał, iż granie jest gorszym hobby. Nawet osoby, które nie spędzają w ten sposób wolnych chwil - w tym ja - mają bardzo dobre zdanie na ten temat. Uważam także, że wiele gier uczy. Nie mam tu na myśli jakiejś poważnej nauki i dużej ilości wiedzy jaką się z nich wyciąga, ale bardzo często można spotkać liczne odwołania. Do historii, mitologii, fizyki i innych dziedzin nauki. Nie wspominając oczywiście o wielu innych pozytywach, o których pewnie już pisałaś, jak poprawiony czas reakcji, zdolność do podejmowania szybkich decyzji i doskonalenie języka (jeśli gra się w języku nierodowitym). Ba! Spotykam się często z artykułami w czasopismach popularnonaukowych, które opisują zalety gier. Chętnie "zanurzyłabym się" w niejednej fabule, podziwiała grafikę i ścieżkę dźwiękową. Jednakże mam zbyt dużo zainteresowań, które chciałabym rozwijać, aby mieć czas na każde z nich. I niestety nie czuję się najlepiej siedząc zbyt długo przed ekranem. Staram się to ograniczać do minimum. Ale w przyszłości nie wykluczam opcji posiadania gier i z nich pełnego korzystania w wolnym czasie :) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń