środa, 14 grudnia 2016

Dlaczego granie w gry to gorsze hobby?

                Pojawiło się już kiedyś to pytanie w moich tekstach, ale nie udzieliłam w sumie na nie wyczerpującej odpowiedzi. Tak, to jeden z tych tematów, powodujących u mnie nagły atak złości. Obiecałam napisać coś na ten temat, więc teraz zapraszam do lektury.

                Kupujesz nową grę co miesiąc?
Masz mocnego kompa, na którego odkładałeś dłuższy czas? A może, co gorsze, będziesz go spłacał w kredycie przez następne trzy lata?
W internecie dużo czytasz o nowych technologiach, bo to cię po prostu interesuje?
Pewnie nie raz słyszałeś, że tracisz czas (no i pieniądze!) na głupoty.


                A może jesteś po drugiej stronie, nie rozumiesz fenomenu gier, uważasz to za marnotrawienie czasu i szkodliwe hobby?

                Jeśli jesteś w pierwszej grupie, to pewnie podzielisz moje żale. A jeśli z tej drugiej, to mam nadzieję, że trochę zrozumiesz z czym się to je i po co nam to.

                Życie jest ciężkie. Są rzeczy, które „trzeba”, bo bez nich nie można funkcjonować. Chodzimy do pracy, na studia, do szkoły.  Jemy. Śpimy. Spędzamy czas z przyjaciółmi, rodziną. A ci mniej nudni, mają swoje hobby. Bo człowiek bez zainteresowań jest nieciekawy, ale przede wszystkim, to ktoś smutny, który nie ma co robić ze swoim życiem.  Znacie takich na pewno. To ktoś taki, kto nawet nie ma czego opowiedzieć po weekendzie. Bo nic nie robił. Posprzątał, wypił piwo i obudził się w poniedziałek z poczuciem, że znowu trzeba do roboty. Tylko, że jemu jest w sumie wszystko jedno. Nie bądźcie takimi ludźmi, miejcie hobby. Ale dajcie żyć tym, który mają inne zainteresowania od was.

                Jeszcze zanim przejdziemy dalej, to powiem wam co rozumiem przez hobby. To coś, na co człowiek się decyduje w swoim czasie wolnym. Wolnym od pracy, obowiązków domowych i rodzinnych. Bo nie ukrywajmy, nic nie może być ważniejsze od tych trzech rzeczy. Jeśli ktoś przedkłada cokolwiek ponad je, to jest chory i uzależniony. Koniec kropka.

                Gry to hobby, to sposób spędzania wolnego czasu, to rozrywka, to metoda na odstresowanie lub, w drugą stronę, na zestresowanie się w ciągu 10 minut. Gry to międzynarodowe turnieje, wyczekiwanie na premiery, przecieki do gazet, ogromne fanowskie zaplecze, pełne grafik i filmików na youtube. Zupełnie jak sport, filmy czy książki. A jednak ciągle gdzieś tam są "gorsze".

                Gry zajmują czas. A co go nie zajmuje? Czym się różni przyklejenie do telewizora na dwie godziny, od zagrania dwóch misji w Call of Duty? Gdybyśmy mieli żyć według takiego toku myślenia, musielibyśmy ciągle pracować albo spać. Bo wszystko inne to marnowanie cennego czasu. Czasu który co? Mam go przeliczać na złotówki, czy jak? Zastanawiać się, ile mogłam przez te dwie godziny zarobić? Paranoja!
                A czas dla partnera? Myślę, że żona nie weźmie rozwodu, jeśli jej mąż wieczorem spędzi dwie godziny przy komputerze. Ona za ten czas może zrobić cokolwiek innego, poczytać, pomalować paznokcie, obejrzeć serial. Zagrać z nim! Bo co, nie wolno jej? Na tym polegają związki, że nie jest się do siebie przyklejonym non stop, a jeśli myślicie inaczej, to macie źle w głowach. Trzeba szanować drugą stronę, dawać swobodę, możliwość rozwijania swoich pasji i tylko upominać, jeśli przesadzają (nie mylić z  wypominaniem przy kłótniach).
                Czas dla dzieci? A to już zależy od wieku takiego dziecka, ale te małe zazwyczaj kładą się spać wcześniej od dorosłych. Co przeszkadza mamie pograć w farmę na facebooku, jeśli jej dzieciaki grzecznie już śpią? Krzywdę im tym zrobi czy co? A nastolatkowe to już w ogóle inna bajka, nawet się będą cieszyć, że rodzice nie suszą im głów cały dzień, tylko zajmują się czymś dla siebie. Nie róbcie z wychowania dzieci sposobu na życie, w którym poświęcacie swoim potomkom 100% swojego czasu. Znajdźcie go też dla siebie, na małe przyjemności. Albo może to ja nie powinnam mieć dzieci, bo byłabym okropną matką...
             Tracicie zdrowie na fotelach, przed monitorami! A miliony innych osób tracą je na kanapach przed telewizorami i co? No tak, ale filmy ogląda każdy, więc to jest normalne, ale gry już nie są. Siedzicie godzinami w internecie, przewijacie kolejne kilometry facebooka, stron ze śmiesznymi kotami, ale to gry to strata czasu i zdrowia? Jakoś bardziej mi szkodzi ten ekran od tego tabletowego? Czy co? Bo nie rozumiem? Jasne, nic w nadmiarze nie jest zdrowe, ale da się być „komputerowcem” bez nadwagi i tłustych włosów. Trzeba tylko myśleć, bo to nie boli.
                    A nie szkoda wam pieniędzy? No tak, bo akurat ktoś poza mną będzie mi mówił jak mam wydawać MOJE pieniądze. Dla jednego ważny jest duży telewizor, którego będą mu zazdrościć wszyscy z rodziny, ktoś woli wydawać na nowe buty, inny odkłada na auto, a ja lubię sobie sprawić nowe gry. Jak nie wystarczy mi do następnej wypłaty, albo braknie mi kieszonkowego na obiady, to będzie to tylko i wyłącznie moja wina i to ja będę sobie musiała z tym radzić. Uwielbiam ludzi liczących innym ile i na co wydali, już nie tylko przy grach, ale w ogóle. No i jeszcze nieśmiertelne Ciekawe ile on zarabia, że go na to wszystko stać... No nie chcę być wulgarna, więc tylko powiem: nic wam do tego. 
                Bo nie macie ruchu. No nie mamy. Szczególne ci, co zapieprzają fizycznie po 8 godzin dziennie i siadają na dupie przed kompem, żeby odpocząć. Jasne, tych jest tylko procent. Większość z biura przesiada się na biurko w domu. Ale jeśli robią to wieczorem, po wypełnieniu wszystkich innych obowiązków, to co? Nie wolno im, bo i tak siedzą w pracy? A to takie niezdrowe! Zastanawia mnie to, że zazwyczaj takie hasło zostaje rzucone od osoby, która ostatnio ćwiczyła w liceum. 20 lat temu. Ewentualnie przepłynęła 10 metrów jeziora i dostała takiej zadyszki, jakby zaraz miała zejść na zawał.
                Powiem teraz szczerze, bo to mój blog i mi wolno. Ja akurat ćwiczę. Na macie w domu, bo na macie w domu, ale jednak. Kiedy pogoda pozwalała, jeździłam na rowerze. Lubię pływać, więc i na basenie bywam. Ale tak na serio, to wystarczy chodzić na spacery. Nie trzeba się nawet bardzo pocić, żeby jakoś trzymać się zdrowo. Wysiąść przystanek wcześniej. Iść na nogach do sklepu, zamiast jechać autem. Przy komputerze jeść owoce i zapijać wodą, sokiem albo herbatą. Ale nie jestem Chodakowską, żeby was tutaj uświadamiać. A przynajmniej nie w tym tekście ;)

                Wiecie, co mnie najbardziej wkurza? To oburzenie, to plucie jadem Bo ty to tylko głowę w ten komputer wsadzisz i nic cie nie interesuje. Oczywiście tutaj przodują ci starsi, bo wiadomości nie oglądasz, bo filmów nie znasz, bo nie czytasz, więc jesteś gorszy. Bo dla takich gry nie mają wartości, wypowiadają się o nich, chociaż ich nie znają. Internet ma taką samą negatywną wartość dla niektórych, że na youtube nie ma tak na prawdę nic ciekawego, na portalach nie ma czego czytać, bo to same pierdoły, a w ogóle po co to komu. Nie sprawdzą nawet, nie postarają się zrozumieć, tylko oceniają z góry. 


                Nie chcę mówić, że gry to „lepsze” hobby. Nie ma lepsze czy gorsze. To po prostu jedna z możliwości, jeśli mogę i chcę to robić, to nikt nie powinien się ze mnie nabijać. A ja nie powinnam z kogoś, kto czyta, kto chodzi na zajęcia z baletu, czy gra w piłkę. Lubisz? To robisz, a innym nic do tego, tak długo jak nie szkodzisz nikomu. I tego się trzymajmy. A kiedy gry zaczynają przechodzić w uzależnienie? O tym innym razem. 

1 komentarz:

  1. Osobiście nie spotkałam się jeszcze z sytuacją, aby ktoś uważał, iż granie jest gorszym hobby. Nawet osoby, które nie spędzają w ten sposób wolnych chwil - w tym ja - mają bardzo dobre zdanie na ten temat. Uważam także, że wiele gier uczy. Nie mam tu na myśli jakiejś poważnej nauki i dużej ilości wiedzy jaką się z nich wyciąga, ale bardzo często można spotkać liczne odwołania. Do historii, mitologii, fizyki i innych dziedzin nauki. Nie wspominając oczywiście o wielu innych pozytywach, o których pewnie już pisałaś, jak poprawiony czas reakcji, zdolność do podejmowania szybkich decyzji i doskonalenie języka (jeśli gra się w języku nierodowitym). Ba! Spotykam się często z artykułami w czasopismach popularnonaukowych, które opisują zalety gier. Chętnie "zanurzyłabym się" w niejednej fabule, podziwiała grafikę i ścieżkę dźwiękową. Jednakże mam zbyt dużo zainteresowań, które chciałabym rozwijać, aby mieć czas na każde z nich. I niestety nie czuję się najlepiej siedząc zbyt długo przed ekranem. Staram się to ograniczać do minimum. Ale w przyszłości nie wykluczam opcji posiadania gier i z nich pełnego korzystania w wolnym czasie :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń